Cześć wam! W dzisiejszym poście pokażę Wam coś, co zostało naszym ulubieńcem, jeśli chodzi o zabawy i wspólne spędzanie czasu. Kapitan Nauka to edukacyjna seria obejmująca zagadki, gry i książeczki wspomagające rozwój dziecka poprzez kreatywną zabawę. Kiedy Oliwka miała ponad dwa latka i przypadkowo w Empiku trafiliśmy za serię Kapitana Nauki, do ręki wpadła mi loteryjka i bardzo mnie zaciekawiła. Postanowiłam ją kupić, bo pierwszy raz spotkałam się z tak fajną grą planszową dla małych dzieci. Miałam przeczucie, że się spodoba i nie myliłam się. W środku znalazłyśmy plansze z obrazkami i żetony, które trzeba było dopasować kolorystycznie. Fajne ilustracje i kolory sprawiły, że Oliwka była zainteresowana grą znacznie dłużej i często do niej wracałyśmy. Teraz kiedy Oliwka ma już ponad 3-latka,nasza loteryjka nadal jest przez nas często wykorzystywana do wspólnych zabaw, a dodatkowo dzięki współpracy z Kapitanem Nauką nasza kapitanowa kolekcja wzbogaciła się o kolejną grę z serii loteryjka, i dwie układanki. Jeśli obserwujecie mnie na instagramie to wiecie, że często wstawiam tam relacje, podczas których bawię się razem z moją córeczką a Kapitan Nauka nam towarzyszy. Dzięki loteryjce Oliwka rozwija swoją wyobraźnię, odnajduje szczegóły i potrafi dopasować poszczególne elementy do odpowiedniej grupy. Układanki to takie mini puzzle z dwóch lub trzech elementów. My posiadamy ,,znajdź zwierzę" i ,, angielski zwierzęta". Oliwia dosłownie podczas jednej zabawy opanowała wszystkie angielskie nazwy zwierząt i bez problemu dopasowała otoczenie do mieszkającego w nim zwierzaka. Wszystkie książeczki, układanki i karty zostały stworzone przy pomocy psychologów, pedagogów i terapeutów. Powiem Wam, że nie tylko Oliwka została fanką Kapitana Nauki, bo ja sama uwielbiam, kiedy spędzamy czas właśnie z tą serią gier i zabaw. Jako mama bardzo polecam i myślę, że każdy maluch i rodzic podzieli moje zdanie.
Cześć! Dzisiaj będzie kosmetycznie. Chciałabym napisać kilka słów o kosmetykach naturalnych firmy Ravina, które miałam możliwość przetestować. Na ich stronie możemy znaleźć kosmetyki vegańskie, organiczne, do pielęgnacji i kąpieli. Bardzo spodobała mi się idea firmy, która mówi stanowcze NIE! wszystkim sztucznym i chemicznym substancjom, które nie służą naszej skórze i organizmowi. Kiedyś nie przywiązywałam uwagi do składu kosmetyków, ale teraz chyba dorosłam do tego, żeby wybierać te zdecydowanie wartościowe, bez żadnych toksycznych ulepszaczy. Bardzo lubię i często sięgam po kosmetyki naturalne, Wam również polecam. Jeśli chodzi o swoje własne zdrowie i kondycje skóry myślę, że warto wybierać to, co najlepsze. Wcale nie dziwię się, że aktualnie panuje moda na Bio żywność i Bio kosmetyki. Może jeszcze kilka lat temu nie było o nich tak głośno, ale teraz znajdziemy je dosłownie wszędzie i dodatkowo mamy naprawdę szeroki wybór. Wśród wielu zalet kosmetyków naturalnych ja najbardziej cenie: bezpieczne składniki, skuteczność, uniwersalne zastosowanie i szacunek dla środowiska.
Pierwszy produkt, który chcę Wam pokazać to mój ulubieniec i bardzo chciałabym poznać inne kosmetyki z tej serii. Miętowe masło shea o bardzo fajnej, zbitej konsystencji idealnie się rozprowadza i pięknie wchłania. Pachnie bardzo intensywnie i świetnie nawilża skórę. Na stronie Ravina możemy przeczytać, że ma zastosowanie chłodzące, nawilżające, orzeźwiające i lecznicze. Zgadzam się z każdym punktem, bo jestem bardzo zadowolona z wyglądu mojej skóry po stosowaniu tego produktu, ale dodatkowo cudownie pomógł mi przy katarze. Jego intensywny zapach bardzo ułatwiał oddychanie i to właśnie uwielbiam w kosmetykach naturalnych-wielozadaniowość.
Teraz czas na krem ultranawilżający, łagodzący zaczerwienienia, pielęgnujący skórę z widocznymi naczynkami oraz skłonną do podrażnień. Od kilkunastu miesięcy borykam się z trądzikiem, który ciągle powraca. Moja skóra jest bardzo podrażniona i zaczerwieniona. Muszę bardzo uważać i dbać o moją twarz. Dlatego sięgam po kosmetyki naturalne. Cieszę się, że krem chroni również przed działaniem czynników zewnętrznych. Skóra po jego użyciu wygląda na zdrową i nawilżoną. Ma bardzo przyjemny zapach. W jego składzie można znaleźć: olej migdałowy, olej z pestek winogron, witaminę E, ekstrak z kasztanowca i wiele innych wartościowych składników.
Ostatni z mojej paczki jest nawilżający krem wiesiołkowy. Dzięki wiesiołkowi cera staje się gładka, elastyczna i napięta. Krem możemy stosować również jako bazę pod makijaż. Przeciwdziała też utracie wody, hamując proces starzenia się skóry. Skład bardzo ciekawy, bo zawiera: wosk pszczeli, olej wiesiołkowy, olej avocado, witamina E, alantoina i ekstrakt z aloesu. Ten krem również bardzo fajnie się u mnie sprawdził i spełnił moje oczekiwania. Cudownie nawilża i chroni skórę. Cała trójka zdała u mnie egzamin i na pewno będę chciała poznać więcej fajnych kosmetyków naturalnych. Jeśli również cenicie sobie bogaty i bezpieczny skład zapraszam na stronę Ravina. Zapewniam, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Cześć Wam! Od chwili kiedy zaczęłam się spotykać z Dawidem, minęło 6 lat i najdłuższa rozłąka, jaką mieliśmy w naszym związku to maksymalnie 2 dni. Widywaliśmy się dosłownie codziennie. Niestety teraz przyszło nam się zmierzyć z rozstaniem zdecydowanie dłuższym niż 48 godzin. Słyszy się o tym, że bardzo dużo ludzi wyjeżdża do pracy za granicę i tym razem jest tu mowa również o nas. Padło na Austrię, bo mamy tam rodzinę, która bardzo nam pomogła załatwić wszystkie urzędowe sprawy. Dawid pojechał do wujka już 20 września i pewnie zobaczymy się dopiero w listopadzie, kiedy załatwi swoje mieszkanie. W dzień wyjazdu rozpłakałam się jak dziecko. Weekendowe odwiedziny przy takiej odległości są niestety bez sensu. Nie sądziłam, że tak źle zniosę jego wyjazd. Chociaż czasem mamy ochotę zacząć walkę na patelnie, to w stu procentach wolałabym taką walkę niż wieczorne rozmowy przez kamerkę. Myślę, że żaden komunikator nie zastąpi obecności bliskiej osoby. Zanim będziemy mogły z Oliwką pojechać do Linz, trzeba trochę poczekać, bo o ile wyrobienie dowodu jest błahostką, to znalezienie mieszkania już wcale nie jest takie proste. Nie wiążemy z tym miejscem naszej przyszłości, ale nie ma co ukrywać, że po kilku przepracowanych miesiącach za granicą będziemy mieli o wiele większe możliwości niż podczas pracy w kraju. Szczerze podziwiam mojego męża, bo ja nie odważyłabym się wyjechać 800 km bez znajomości języka do innego państwa. Bardzo za nim tęsknimy, ale pociesza mnie myśl, że to przejściowa sytuacja i jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, to już w przyszłym roku pięknie uporządkujemy nasze życie i będziemy szczęśliwie mieszkać w Polsce z zupełnie nowym startem. W sumie jestem bardzo ciekawa życia w nowym miejscu, bo będzie to na pewno fajne doświadczenie. Wielkim plusem jest również to, że Oliwka będzie miała szanse uczyć się nowego języka. Bardzo się cieszę, że za miesiąc będziemy już w komplecie. Teraz pozostaje mi tylko odliczać dni, trzymać kciuki za mojego męża i przesyłać mu mnóstwo pozytywnej energii.
Cześć kochani! Za oknem jesień w najgorszej możliwej odsłonie. Wiatr, deszcz, a nawet grad...bardzo nie lubię takiej pogody. Moja Oliwka zaczęła już pociągać nosem, także pewnie niedługo przeziębienie dopadnie też mnie. Zaopatrzyliśmy się już w cytryny i miód, żeby chłodne wieczory spędzać z pyszną aromatyczną herbatką pod ciepłym kocykiem. Mam nadzieję, że niedługo zobaczymy piękną, kolorową jesień, bo nie chciałabym spędzić najbliższych tygodni siedząc w domu. Jedyny plus, jaki widzę w chłodniejszych dniach, to możliwość rozpalenia kominka, który tworzy niepowtarzalny klimat, przez który zapominam o tym, co dzieje się za oknem. Na szczęście jeszcze kilka dni temu pogoda była całkiem znośna i udało mi się zrobić kilka zdjęć do dzisiejszego posta. Chciałabym Wam pokazać najwygodniejsze buty na świecie, które miałam okazję zamówić ze strony Footway.pl. Miałam bardzo ułatwione zadanie, bo na ten konkretny model polowałam już jakiś czas, ale składając zamówienie miałam moment zawahania, bo znalazłam na prawdę wiele ciekawych opcji. Wygrały jednak Adidas X_Plr, bardzo lekkie i komfortowe. Nie wiem, czemu akurat uparłam się na dokładnie te, ale nie wyobrażam sobie teraz innych butów sportowych. Bardzo podoba mi się ich budowa, a dokładnie to, że tył i język jest dłuższy niż zazwyczaj w obuwiu takiego typu. Jeśli szukacie lekkich i bardzo wygodnych adidasów to z czystym sumieniem polecam ten model. Wielki plus również dla samej strony Footway, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła ekspresową wysyłką. Zamówiłam buty w weekend a były u mnie już we wtorek, więc naprawdę byłam mile zaskoczona.
Cześć kochani! Chyba jestem wyjątkowo pechowym człowiekiem, bo zdarza się, że czegoś dotknę i w cudowny sposób, dana rzecz właśnie się psuje. Czasem mnie to śmieszy, a czasem przeraża. Bardzo cieszyłam się z powrotu na bloga, ale oczywiście moje magiczne zdolności w niewyjaśnionych okolicznościach sprawiły, że padł układ ładowania w moim laptopie. Zaproszenie na wrześniowy event? Nowe współprace? Ciepłe przyjęcie przez czytelników po powrocie? To przecież idealna okazja na awarie jedynego sprzętu, dzięki któremu mój blog może istnieć. W tej sytuacji bardzo przydało się pozytywne myślenie i wniosek, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Udało mi się więc pożyczyć laptop od Klaudii, która zawsze mnie wspiera, motywuje i jest mega kochana więc jeśli to czytasz, to bardzo mocno Ci dziękuję i przechodzę do tematu dzisiejszego wpisu, który będzie bardzo kolorowy, brokatowy i napigmentowany.
Mam wrażenie, że firma Makeup Revolution stała się totalnym Must Have, jeśli chodzi o damskie kosmetyczki. Bardzo szeroka gama paletek cieni, kultowych rozświetlaczy i innych produktów zdobyła wielką sympatię kobiet na całym świecie. Myślę, że na prawie każdym makijażowym instagramie czy blogu znajdziemy wzmiankę o MUR. Paletki, które chcę Wam dzisiaj pokazać to Fortune Favours The Brave i You're Gorgeous. Udało mi się je kupić na promocji w Hebe. Miałam wielkie szczęście, bo kupując jedną paletkę, drugą dostałam za grosz, więc kto by nie skorzystał? W obydwu paletach możemy znaleźć cienie matowe i błyszczące, a te drugie nakładane palcem dają mistrzowski efekt. W Fortune Favours The Brave znajdziecie 30 cieni a w You're Gorgeous 32. Myślę, że zarówno pierwszą, jak i drugą paletką można wykonać makijaż na każdą okazję. Bardzo podobają mi się opakowania, które jeszcze przed zapoznaniem z zawartością bardzo zachęcają do bliższego poznania.
Jako podsumowanie, moja szczera opinia, która jest jak najbardziej pozytywna. Jestem zakochana w błyszczących cieniach Fortune Favours The Brave i uwielbiam matowe brązy You're Gorgeous. Myślę, że są to paletki, które warto mieć w swojej kosmetyczce. Zestawienie kolorów pozwala uzyskać naprawdę wiele ciekawych kombinacji. Małe minusy za lekkie osypywanie się i słabszą pigmentację cieni matowych. Natomiast wielki plus za pigmentacje błyszczących cieni i piękną prezencję. Osobiście bardzo oszczędzam te paletki i zostawiam je tylko na wyjątkowe okazje. Jestem ciekawa Waszych opinii o produktach MUR. Co macie w swojej kolekcji?